3 września 2014

Powrót do niewinności...

 

Dzisiejsza notka to tak naprawdę tylko ten utwór. Wpadłam na niego przypadkiem, przecież go doskonale znam od najmłodszych lat...

Ta melodia od zawsze wywoływała we mnie dziwne uczucia, sprawiała, że łzy stawały w oczach, a po plecach przebiegał lodowaty dreszcz. Za każdym razem idealnie oddawała atmosferę mentalnego powrotu do czegoś, do czego nie da się powrócić fizycznie. Przenosiła mnie w eter, pustkę, w której odnajdowałam coś więcej.

Słuchając tego dzisiaj, nie mogłam skojarzyć tej duchowości z tą, którą przeżywałam w Wiosce Kryszny. To ten sam rodzaj zadumy, ten sam rodzaj nieopisywalnego uczucia w sercu.
 Teledysk trafia w moją wrażliwość najmocniej - nieprzerwany krąg matki natury, przemijanie; najboleśniejszy dla mnie temat. Ukazane jest w nim życie niczym wyrwane z moich marzeń, momenty i obrazy, które chciałabym mieć kiedyś zapisane w głowie. Zwłaszcza scena od 3:17 - jestem na tym etapie w życiu, ale nie przeżywam tego etapu w taki sposób, i to mnie bardzo dotyka. Ta scena jest tak idealnie doskonała, że aż nie potrafię opisać, jak bardzo porusza mnie od wewnątrz. Idealnie zgrana z momentem w utworze; za każdym razem do oczu napływają mi łzy. 

Ta jedna scena porusza mnie tym bardziej, że ukazany w niej mężczyzna cały czas przywodzi mi na myśl mojego woodstockowego anioła, o ironio anioła z Wioski Kryszny.
Wszystko to składa się w jedną całość i sprawia, że dzieło to jest wręcz stworzone do poruszania każdej czułej struny wewnątrz mnie...
... I jak zwykle ze mną bywa, również do tego utworu musiałam psychicznie dojrzeć.



Nie spałam całą noc. Siedzę i płaczę.
Powracam do niewinności.