Mija pół roku, odkąd w moim żołądku nie znalazła się nadprogramowa dawka jakichkolwiek leków. Pół roku walki ze sobą, by w krytycznych momentach nie poprawić sobie humoru w sposób najprostszy, a zarazem najgłupszy z możliwych. Pół roku ćpuńskiej abstynencji. Jestem z siebie dumna.
Od czterech dni jestem w domu, a dalej nie mogę się pozbierać psychicznie po Woodstocku. To było najpiękniejsze, co spotkało mnie w życiu. Te kilka dni spędzone wśród tylu ludzi różniących się płcią, narodowością, kolorem skóry, kulturą, religią, światopoglądem... To otwiera. Ok, mnóstwo ludzi z tej imprezy wynosi wspomnienia na poziomie 'aśnaebaem', lecz dla mnie było to przeżyciem emocjonalnym. Pokonywanie własnych barier, otwieranie się na innych. Cieszę się, że tam pojechałam i nie wyobrażam sobie nie pojechać tam za rok.
Doświadczyłam duchowej przemiany... Zawdzięczam to Pokojowej Wiosce Kryszny - spotkanie z zupełnie inną, nieznaną mi dotąd wiarą było swoistym przełomem. Codzienna wieczorna mantra pozwalała mi się otworzyć na samą siebie, zrozumieć, poznać, odkryć i znaleźć w sobie siłę. Choć niesamowicie spodobała mi się ta piękna religia, wierzyć w osobowego boga dalej nie potrafię; mimo to kontynuuję swoją wędrówkę, która opiera się na poznawaniu kultur, wyznań i czerpaniu z nich tego, co najlepsze.
U Kryszny spotkałam też swojego własnego anioła. Szkoda tylko, że rozpłynął się w niebycie pozostawiając ogromny niedosyt i żal, że nawet mając szansę jedną na milion, nie potrafię przełamać wstydu i porządnie zagadać...
Na chwilę obecną czuję pustkę. Brakuje mi tego wszystkiego, czego doświadczyłam w Kostrzynie nad Odrą, brakuje mi różnorodności, brakuje tłumu, słodkiego zapachu żarzącej się zieleniny - aromatu przynoszącego ukojenie. Poczucia bezpieczeństwa i bycia odrębną jednostką pośród niemal miliona takich samych. Poczucia, że mogę być sobą.
Z dnia na dzień staję na nogi. Rosnę w siłę, by coraz skuteczniej walczyć z własnymi demonami. Praca nad silną wolą to jedyne, co broni mnie przed nawrotem depresji. Sukcesy motywują, a tych sukcesów jest dużo:
- nie ćpam leków od pół roku
- nie nadużywam już alkoholu
- trzymam się swoich zasad, nie ulegam
- (jeśli wytrzymam) przechodzę na wegetarianizm (wpływ Kryszny)
Na listę przemian niebawem zamierzam dopisać następne. Marzę o całkowitej rezygnacji z alkoholu i papierosów.
Czuję, jak się zmieniam. Wyciszam się, uspokajam. Swoje aspiracje lokuję w celach, nie w środkach. Dążę do duchowej równowagi, która pozwoli mi uniezależnić się od świata - tak, bym w każdej sytuacji wsparcie i odpowiedź znajdowała w sobie. Tak, by żaden czynnik nie był w stanie mnie z samą sobą skłócić.
Zaczyna się okres wielkich zmian...