27 maja 2014

It never happened.

Wymazałam Cię z pamięci równie szybko, jak szybko Cię tam zainstalowałam. Pewnie myślisz, że wprowadziłeś do mojego życia zamęt, że wywróciłeś je do góry nogami? W pewnym sensie - tak. Ale tylko dotąd, dokąd to trwało. Wiesz, Twoja obecność tutaj była jak film. Film z kilkoma zwrotami akcji; ostatecznie jednak fabuła była dość tandetna, a zakończenie mocno przewidywalne. Zapomniałam o tej projekcji w momencie, w którym napisy końcowe przestały sunąć po ekranie.

Tymczasem jestem chora. CHORA W CHUJ. Trzeci tydzień z rzędu egzystuję jako cień samej siebie. Podpuchnięte oczy, bóle głowy, mdłości, bóle stawów i kości. Szare, matowe, wypadające włosy. Ziemista cera. Czuję się jak wrak. Mam ochotę zamienić łóżko na trumnę, bo mam wrażenie, że teraz lepiej się z nią komponuję. Z drugiej jednak strony niemal cały czas czuję, że jestem  d o  b ó l u  żywa. Dosłownie.

No, a teraz w gratisie dostałam okropne, ropne zapalenie gardła. Przełknięcie każdego kęsa jedzenia czy łyka wody doprowadza mnie do łez. Ciągła gorączka. Prawie nie mogę mówić. Ba! Nawet oddychać.

CZEMU JA? I CZEMU TERAZ!?

Akurat teraz. Gdy mam cały miesiąc pracy na stajni przed sobą. Pracy wśród ludzi. Muszę rozmawiać z dziećmi. Muszę je wsadzać na konia. Konia ogarniać. A ja ledwo na nogach się trzymam...

Chuj Ci w dupę, chorobo.

No i do tego organizacja najważniejszego koncertu w karierze chłopaków.
Dalej nie wierzę, że dostaliśmy zaproszenie na SDF.
To chyba najlepszy przykład na to, że głupi ma zawsze szczęście. Że też padło na nas, że zostaliśmy zauważeni, docenieni..!
Rozpiera mnie duma na myśl, że to moja praca i moje kontakty przyczyniły się do tego. To mi daje siłę do dalszych działań, bo na dobrą sprawę managering to jedyne, czym się teraz aktywnie zajmuję.
Jedyne, co daje mi cień nadziei, że jestem jeszcze do czegoś potrzebna. I że do czegoś się nadaję...

Idę spać. A raczej spróbować się nie udusić.