Wiedziałam, że nie obejdzie się bez skrajnych emocji. Wiedziałam, że coś mnie tam ciągnie, i nie są to takie pobudki, jakie na pierwszy rzut oka by na to wskazywały. Zawsze, gdy jestem na coś nastawiona - osiągam to. I tym razem tak było. Tylko jakim kosztem? Kosztem Twojej psychiki, Twojej samooceny - to jest najgorsze.
Mimo smutniejszych chwil, mimo nie do końca przyjemnych rozmów, mimo słów bolesnej prawdy... Nie żałuję, że pojechałam. Mam kilka pięknych wspomnień do kolekcji. Jakby nie patrzeć, to dzięki Tobie. I najbardziej mnie śmieszy fakt, że te chwile, momenty, gesty i spojrzenia mogłyby nie być aż takie... hmmm, znaczące? Zapadające w pamięć?.. gdyby wszystko było w porządku. Gdyby było inaczej, tak, jakbyśmy chcieli. Wiec czy dobrze, że wyciągnęliśmy dłonie po zakazany owoc? Zły, niedobry, ale jakże smaczny i kuszący..?
Mam okrutny mętlik w głowie. Staram się uporządkować wszystkie myśli, dojść do jakiegokolwiek porządku, zrozumieć, co się ze mną dzieje i dlaczego. Dochodzę do wniosku, że się zakochałam. I sama sobie się dziwię - jak to możliwe? Do tej pory zakochana - naprawdę zakochana - byłam raz w życiu. Wyszłam z tego okropnie podniszczona duchowo, z wieloma ranami, które dopiero niedawno zdążyły się zabliźnić. Byłam pewna, że kolejny raz nie nastąpi tak szybko - że nie będę potrafiła zaufać. Że nikt mi nie będzie potrafił dać tego, czego szukam w mężczyznach, a co znalazłam w tamtym. Słodki Boże, jak mocno się myliłam... Wystarczyło kilka Twoich błękitnych spojrzeń, kilka cichych rozmów. Kilka momentów, w których czytaliśmy sobie w myślach. Wpadłam, teraz tak łatwo się z tego nie wygrzebię. Ciekawa jestem tylko, na ile Ty to odwzajemniasz. Z resztą, mniejsza - pokrzepia mnie już sama myśl, że nie jestem dla Ciebie taka zupełnie obojętna.
I wiesz? Dziękuję. Dziękuję za te dwa dni, które troszkę namieszały w moim życiu, ale jak zostały otwarte, tak też je zamknęliśmy - bez niedomówień, bez bezsensownego dystansu, zmieszania, kwasu. Wszystko, co było dla nas trudne i ważne, przegadaliśmy, to dla mnie cholernie ważne. I przepraszam, że wprowadziłam chaos. Nie powinnam. Może to mnie nie usprawiedliwia, ale... gdy coś czuję, nie umiem stawiać oporu, jestem bezwładna, jak w transie. Mam nadzieję, że nie żałujesz tego, co było.
I nie żałuj, że wtedy, na SDF nie dokończyliśmy. Uważam, że tak jest lepiej. Nie warto się śpieszyć, czasem lepiej obejść się smakiem, mimo ogromnej ochoty...
Ech, jak nie przepadałam za Adele, tak pokochałam tę piosenkę. Przez Ciebie. Musisz przyznać, że idealnie pasowała do sytuacji, w której nam przygrywała...
I hate to turn up out of the blue uninvited,
But I couldn't stay away, I couldn't fight it.
I had hoped you'd see my face and that you'd be reminded,
That for me it isn't over...
Never mind,
I'll find someone like you...
I wish nothing but the best for you too.
Don't forget me, I begged.
I remember you said:
"Sometimes it lasts in love
But sometimes it hurts instead."
But I couldn't stay away, I couldn't fight it.
I had hoped you'd see my face and that you'd be reminded,
That for me it isn't over...
Never mind,
I'll find someone like you...
I wish nothing but the best for you too.
Don't forget me, I begged.
I remember you said:
"Sometimes it lasts in love
But sometimes it hurts instead."