22 czerwca 2011

To, co było, już nie wróci.

Strasznie źle się czuję. Moja psychika siada, powoli dociera do mnie, że zakończyłam właśnie kolejny etap w moim życiu. Chce mi się ryczeć. Będę tęsknić, choć tak nienawidziłam tej szkoły. Boli, to wszystko cholernie boli. Nie zobaczę tych twarzy, których widok sprawiał, że kolejny dzień nabierał kolorów. Kilkadziesiąt różnych dróg na trzy lata złączyło się w jedno, aby teraz znów się rozdzielić. Każde podąży własną drogą. Zostaną tylko wspomnienia. Wspomnienia po najbardziej burzliwym okresie w moim życiu. W pewnym sensie był on najgorszy, ale przyzwyczaiłam się do tej beznadziejności. Była ona moim sensem życia, co będę mieć teraz? Historia zatoczyła koło. Znów jestem z czystą przeszłością, zaczynam od nowa. Czy tym razem uda mi się zrobić coś pożytecznego z moim życiem? Nie mam pojęcia, aczkolwiek mam nadzieję.

Do tego dziś dowiedziałam się o samobójstwie pewnego chłopaka z naszego miasta. Skoczył z wieżowca. Ok, wszystko rozumiem, ale... On miał trzynaście lat! Kurwa, całe życie przed nim. Czegokolwiek nie zrobił, cokolwiek się nie stało, wszystko można naprostować... Pomyśleć, że ja też niegdyś byłam na tyle słaba, aby myśleć o skończeniu z sobą. Na całe szczęście nie mam odwagi pożegnać się z życiem. Gdybym była odważniejsza, pewnie ten blog nigdy by nie powstał... Koniec końców, po tej informacji wpadłam w zadumę. Naprawdę dziwny nastrój, nie lubię go. Nie cierpię zastanawiać się nad moim życiem. Ale są takie zdarzenia, takie sytuacje, że po prostu trzeba. I wtedy doceniam, ile mam. Ile osiągnęłam i ilu wspaniałych ludzi mam przy sobie. Mimo wszystko.

Czasem jedno zdarzenie zmienia światopogląd o sto osiemdziesiąt stopni.
Teoretycznie obiecałam sobie, że już więcej o tym nie napiszę. Ale nie mogę. Nie umiem. Zrobiłam największą głupotę... Powiedziałam nieodpowiedniej osobie. Co mnie podkusiło? Dlaczego spośród całej gromady ludzi wybrałam akurat jego? Nie wiem. Żałuję tego, nikt będący tak blisko nie powinien wiedzieć. Ale za późno. I tak wszystko się rozwiązało, gra skończona, o ile wcześniej mogłam sobie robić jakiekolwiek nadzieje, tak teraz już wiem, że nic nie jest w stanie nas połączyć, no cóż. Ale cieszę się, że tak wyszło. Naprawdę się cieszę. A ja sobie dam radę. Dam radę, jak zawsze.

To teraz może troszkę optymizmu... Dni Jasła to była rzecz fantastyczna. Co prawda gówno wyszło z naszych planów, bo nocowanie u Kaśki nie wypaliło i nie pojawił się Anczak, ale był Kamil i było równie zajebiście. Pierwszy dzień rządzi. Dzikie pogo pod sceną i kilka nowo poznanych osób. Cudowna impreza, na prawdę! Na drugi dzień Szpakuś. Warto było dla niego przeczekać tego wyjca Mijala. Warto było, bo śpiewał moje ukochane Sweet Child O' Mine. <3 (chociaż zjebał, ale mniejsza...) No i Szpaczku drogi, dziękuję Ci za objawienie się w mym śnie. Poczułam, jakbyś był moim przyjacielem. Naprawdę. Nie wiem, jak to możliwe, ale naprawdę poczułam taką przyjacielską więź... No cóż, sny oddziałują na podświadomość, nie ma co się dziwić.

Ten koncert będę pamiętać do końca życia i jeden dzień dłużej...
Kocham nasze miny na tym filmie!

Komers... Ach, będę to długo wspominać. Kocham tych ludzi. Nie mam ochoty tego opisywać, bo zaraz utopię klawiaturę... Dziękuję moim najlepszym na świecie dziewczynom za stylizację. To było stuprocentowe spełnienie mojej wizji.

Nie ma to jak komersowa sweet focia.


 Jest źle. Ale wierzę, że jutro będzie lepiej. Musi być...