20 maja 2011

Nowa nadzieja...

Ha! Zniesiony szlaban. Na wszystko. : D Ojczulek był w szkole i się okazało, że wszyscy nauczyciele będą się starać wyciągnąć mnie na prostą. Miło to słyszeć, chociaż już zdążyłam przywyknąć do myśli, że będę powtarzać...

Ostatnio miewam świetne sny. Naprawdę żałuję, że mój ostatni sen się nie spełni. Byłam w nim taka szczęśliwa, wszystko się ułożyło dokładnie tak, jak chciałam... Wczoraj przypomniałam sobie o moim ekwipunku - pamiętniku i zeszycie, w którym zapisuję moje arcygłębokie filozoficzne myśli. Ostatnie notki mam z lutego! Zaniedbałam, oj, zaniedbałam. Muszę napisać notkę w pamiętniku, tam mogę opisać wszystko. Mogę ponarzekać na Ciebie, mogę ze szczegółami opisać mój sen. Cholernie nie lubię trzymać czegoś w sobie. Moje przyjaciółki wiedzą jak to jest - paplam i paplam, jak to mi jest źle. Jest mi źle głównie dlatego, że najbliższe mi osoby nie są szczęśliwe.W tej chwili bardziej pragnę spełnienia mojego snu niż własnych marzeń. Celico, ty jeszcze nie znasz tego snu! Wstyd! I nie znasz snu o szkodniku. Oj, masz zaległości, kobieto. Czuję, że dziś to nadrobimy.


Wkurzasz mnie, człowieku. Musisz zawsze pojawić się na naszej drodze w najmniej odpowiednim momencie? Kiedy już spokojnie godzimy się z myślą, że prawdopodobnie już wszystko skończone, wpadasz, mieszasz i znów wywołujesz te cholerne uczucia. Jeśli chodzi o mnie, są one tak bardzo ambiwalentne. Nienawidzę Cię za to, że masz coś w sobie, co nie pozwala po prostu wymazać Cię z pamięci. Z drugiej strony jestem Ci wdzięczna, bo gdyby nie Ty... Nie byłoby nas tutaj, naszej świętej trójcy... Nie byłoby przyczepowych rozkmin (lewatywa!) i tych wszystkich dzikich akcji, szczerych rozmów i narzekań. Ale... To Ty jesteś powodem, obiektem narzekań. Jesteś irytujący. Dlaczego? Bo jesteś.

Ostatnimi czasy myśli na dwa tematy zaprzątają moją głowę bez przerwy. Dwie osoby i ich problemy mnie nurtują, szukam rozwiązań... To nie jest łatwe. I to mnie boli. Ale cieszę się, że mam powody, aby odsunąć się od własnych problemów. Chociaż... Cholera, jakie ja mam problemy? Szkoła? Szkoła, to nie problem, to pewnien mur, ale teraz mam za sobą rzeszę ludzi i czuję, że dam radę ten mur pokonać. Byle do wakacji, jak to mawiają. A potem sianko w Umieszczu i hmm... Może to będzie przełom? Może wtedy KTOŚ otworzy oczy? Czas pokaże...

Mój pies w środę skaleczył łapę na skałkach. Myślałam, że to nic takiego. Dzień później w domu było pełno krwawych śladów. Wczoraj też. Myślałyśmy z mamą, że przez te dwa dni się mu to podgoi... Ale nie, wczoraj zaczął kuleć, nic dziwnego. Do ranki właził mu piach. Pani doktor Pańcia, która przeszła szkolenie na podstawie programów z Animal Planet, założyła piesowi kaganiec, oczyściła i odkaziła ranę, posmarowała maścią i zabezpieczyła gazą, a pielęgniarka - starsza Pańcia zawinęła łapkę bandażem. I tak pies lata od wczoraj, wygląda, jakby miał łapę złamaną. Haha, i na początku taki zdziwiony był 'tym czymś' na łapsku... Ale już nie kuleje i nie popiskuje. Chyba jednak pomyślę nad weterynarią... ; D

Dawno nie było zdjęć, wiem. Ale nie jestem na moim kompie i nie mam tu programu do obróbki. Ale już mam przygotowane fajne fotki... Taki powrót do wspomnień, heh. Zobaczycie niebawem.