27 kwietnia 2011

W malinowym chruśniaku...

Dzisiaj nie jest źle. Znaczy... Z moją psychiką nie jest źle. Ale bardzo bolała mnie głowa. Myślałam, że nie wytrzymam w szkole.

W ogóle w szkole dziś średnio dobrze. Z samego rana zgubiłam ukochaną pieszczochę. Jest mi tak... dziwnie, bez niej. Później, na pierwszej lekcji pan G. pocieszył mnie tym, że prawdopodobnie będę nieklasyfikowana z chemii. A potem ten ból głowy... Miałam dość.

Na szczęście jeden z podręcznych poprawiaczy humoru - Elfik, całkiem przypadkowo się napatoczył w drodze do domu i od razu wkroczył do akcji. Spędziłyśmy razem całe popołudnie, a Katarzynka nie mogła, bo musiała się uczyć. Pff, łaski bez!

Ja z natury nie lubię poezji. Nie lubię czegoś, co muszę czytać trzy razy, aby pojąć właściwy sens zapisanych słów. Ale dzisiaj braliśmy na polskim jeden cudny wiersz. Spodobał mi się niesamowicie. Pogrzebałam trochę w internecie. . Styl Leśmiana naprawdę mi się podoba. Coś czuję, że jeszcze nie raz pojawi się któryś z jego utworów na moim blogu... ; )

Bolesław Leśmian - W malinowym chruśniaku...

W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
Zapodziani po głowy, przez długie godziny
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.

Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
Złachmianiałych pajęczyn skrzyły się wisiory,
I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.

Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
Owoce, przepojone wonią twego ciała.

I stały się maliny narzędziem pieszczoty
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.

I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu,
Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
Porwałem twoje dłonie - oddałaś w skupieniu,
A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.