19 października 2012

Klaśnij w dłonie i zatrzymaj czas.

 Mamy dziś 19 października. Trwa czwarty miesiąc siedemnastego roku mojego życia... Od ostatniej notki działo się. Tak cholernie dużo wydarzyło się w ciągu zaledwie trzech i pół miesiąca... Nie mogę powstrzymać łez, gdy myślę o wspaniałych wakacjach, które już nie wrócą.

Nie prowadzę już pamiętnika, więc zrobię tu, na blogu, rozpiskę, jaką robiłam zawsze z najważniejszych wydarzeń... Wypunktować co, i jak, aby nic mi nie umknęło... Nie chcę zapomnieć.

Skrótowo, daty, które powinnam zapamiętać:
30 czerwca - urodziny, przyjazd ślimaków ;3, odnowienie kontaktu
20, 21 lipca - Zlot Motocyklowy, pierdut po raz pierwszy, rodzinka <3
4 sierpnia - wszystko się zaczęło
10 sierpnia - i się skończyło. BARDZO WAŻNY DZIEŃ.
25 sierpnia - Closterkeller w Tarnowcu, pierwszy raz w życiu płakałam na koncercie... Przez jedną, głupią 'pieszczochę'...
3 września - nigdy wcześniej się tak nie bałam. Schizo o całe nasze życie. Na szczęście był to fałszywy alarm...
22 września - wesele Ewy (zajebiste!), Krushfest - również doskonały...
23 września - zaczyna się inne podejście do pewnych spraw. Ciepło.
27 września - podejście numer dwa, Gosiaczek wniebowzięty.
30 września - urodziny Celiony <3 najlepsi ludzie, zajebiste pianino i ja. Było genialnie.
8 października - spierdoliłam wszystko po raz drugi. 11 dni, ponad 2x dłużej niż za pierwszym razem, łał.
13 października - urodziny Zdebsona <3 Akcja z wózkiem. Genialny dzień!
16 pażdziernika - zjebałam do końca - spierdoliłam jedną z bardziej wartościowych znajomości w moim życiu. (rodzinka też się jebła)

Haha, dość szczegółowo. Od razu widać, że na tapecie przez prawie cały czas była jedna sprawa. Dziwne? Nie. Wakacje upłynęły pod znakiem pierwszych razów, nie dziwne, że emocje osiągały poziom maksimum.

Zapamiętać: Wszystkie pierwsze razy w idealnie odwróconej kolejności.

Tak w ogóle, chcę Ci ostatni raz coś powiedzieć na temat tego wszystkiego. Już więcej do tego nie wrócę, obiecuję...

Ta gra nie warta była świeczki, być może miałeś rację. Więcej straciłam niż zyskałam, co bardzo boli... Zachciało mi się ryzykować, stawiać wszystko na jedną kartę, choć byłam świadoma, że mogę tym samym rozpieprzyć zajebistą relację, która była między nami. Ta przyjaźń była dla mnie cholernie wartościowa, zależało (i nadal zależy) mi na niej bardziej, niż na całej reszcie, która była i która nam nie wyszła... Boli, cholernie boli, że się odsunąłeś, choć prosiłam, byś tego nie robił. Generalnie, od samego początku nie przespałam przez Ciebie dwóch nocy - pierwsza, kiedy tak cholernie się martwiłam, gdy wybrałeś się w trasę w stanie nieodpowiednim... A drugi teraz, po ostatniej poważnej rozmowie. Nie chodziło o te pierdolone miłostki... Po prostu nie mogłam sobie poradzić z tym, że przez własną głupotę straciłam przyjaciela. Ty już nie chcesz być przyjacielem, dobrze wiesz, że łatwiej się odsunąć, zapomnieć, udawać, że nigdy niczego nie było, niż pogodzić się z tym i żyć dalej w takiej relacji, jak kiedyś. Twierdziłeś, że to, co mi zrobiłeś, jest niewybaczalne. To nieprawda - każdy ma prawo do błędów, a ja nie potrafiłabym Ci nie wybaczyć. Potrafiłabym nawet bez problemu zapomnieć o tym wszystkim i spróbować po raz trzeci, gdybyś kiedykolwiek chciał. Ale Ty nie chcesz, z tym też już się pogodziłam, to naprawdę nie jest tak trudne, jak Tobie się wydaje. Nie potrafię tylko pogodzić się z tym, że przeze mnie w kilka dni poszło się jebać tyle przegadanych nocy, wspólnych głupawek, rozkmin i problemów, parę miłych chwil.
Przepraszam.

Och, i jeszcze jedno, BARDZO ważne - nigdy nie byłeś jego zastępstwem. To, co 'czułam' do tamtego gnoja to jest NIC w porównaniu do tego, co poczułam do Ciebie.

Nie wiem, czy to przeczytasz. Nie wiem, czy zmieni to Twoje podejście do mnie. Musiałam to napisać, wyżalić się, wyjaśnić...

Jest mi lżej. Być może ta noc będzie spokojniejsza. Być może ta pustka, gdy nie mam do kogo się odezwać wieczorem, choć trochę ucichnie.

Po co się łudzić..?
 Ta piosenka idealnie oddaje to, co czułam... Czuję?