2 maja 2011

Odrobina słońca w pochmurny dzień.

Właśnie taki widok przypomina mi, że mam po co żyć.
Dzisiaj byłam na stajni. Co prawda sama, bo Katarzynka wystawiła mnie do wiatru (jak zawsze!), ale co tam. Dwie godziny w trudnym terenie i niewygodnym siodle - moja dupa zapamięta to na długo. Zwłaszcza, że jutro powtórka, ale dłuższą trasą. Dlaczego czuję, że znowu do końca tygodnia będę przemieszczać się po szkole pingwinim chodem?

W związku ze stajnią miałam jeszcze jedną ciekawą przygodę dzisiaj. Pekaesy zajeżdżają do Umieszcza od dupy strony, pogubiłam się i wysiadłam przystanek za wcześnie. Leciałam przez cholernie mokre pola, bo mi się kuźwa nie chciało drogi nadkładać. XD

Słuchamy Queenu z Katarzyną i oddajemy hołd Mercuremu. Ten ktoś z góry, zabierając Freddiego w tak młodym wieku, wyrządził wielką krzywdę nam, następnym pokoleniom... I co z tego mamy? Bandę dresów i plastików, jarających się Peją i Lejdi Zgagą. A Lejdi Zgaga skąd ma pseudonim? Oczywiście z piosenki Queenu, ale kto o tym pamięta...?