Tak sobie ostatnio myślałam... Tyle wydarzyło się w tym roku. Boże, ilu ludzi przewinęło się przez moje życie w ciągu tych kilku miesięcy! A najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że wychodzę na zero. Tyle samo zysków, co strat... Jestem w identycznej sytuacji co rok temu. A może nie? Brakuje jednej bliskiej osoby... Trudno. Nic nie może trwać wiecznie.*
Rok się kończy, a mnie się zdaje, że stoję w miejscu. Ok, dużo osób poznałam, było dużo emocji, dużo różnych sytuacji - i złych, i dobrych... No ale, cholera, co mi z tego zostało? Doświadczenie. Ten rok miał być najlepszym, a wcale takim nie był. Ale zdecydowanie najwięcej się działo. Taak, to mi było potrzebne. Z drugiej strony uzależniłam się od kontaktu z ludźmi i już nie potrafię zaszyć się na tydzień w ciepłym łóżku ze stertą dobrych książek. Uzależniłam się od ludzi, od emocji, od rozrywki i świeżego powietrza. Dobrze? Może i tak. Ale to mnie też może wykończyć. Brak tego działa na mnie destrukcyjnie.
Miałam niesamowitą potrzebę podsumować ten etap mojego życia, gdyż był on dla mnie niesamowicie ważny i nie chciałam, aby to wszystko gdzieś wyparowało. Musiałam pobyć sama ze sobą, poukładać to wszystko, przeanalizować. Wyciągnąć wnioski. Nie było łatwo, z wieloma rzeczami do teraz nie mogę się pogodzić. Są takie, o których chcę zapomnieć. Wymazać z życiorysu...
Generalnie szkoda mi trochę, że rok się kończy. Czasem mam ochotę wrócić na przykład do wakacji. Albo wiem, do poprzedniego sylwestra! Przeżyć jeszcze raz ten rok, nie dopuścić do niektórych sytuacji i mieć szansę wszystko zrobić lepiej. Z drugiej jednak strony, gdybym nie popełniła teraz tych błędów, zapewne popełniłabym je później i byłyby boleśniejsze. Postanowiłam, że nie będę żałować. Ani tego sylwestra, ani seansu na lodowisku, ani meczu. Ani żadnej znajomości. Bo każde kolejne przeżycie, każda znajomość... Po coś one były, prawda? Czegoś mnie nauczyły. Jestem wdzieczna losowi, że stało się to tak, a nie inaczej. Bo zawsze mogło być gorzej.
Ten etap podróży mam za sobą.
Rok 2012 zacznę z zupełnie czystym kontem, od zera. Muszę się jednak zastanowić nad tym, jak sprawić, by nadchodzące 12 miesięcy było jeszcze bardziej obfite w treść niż ostatnio. Co zmienić, a co zostawić takie, jakim było ubiegłego roku? Ten temat zostawię sobie na Boże Narodzenie, bo ten okres jest idealnym do głębszych przemyśleń. Tymczasem...
Moje siedemnaste urodziny to będzie największe wydarzenie w moim życiu! Dokładnie 30 czerwca 2012 roku w Rybniku zagrają Guns 'N' Roses. Choćby skały srały, będę tam. Gdyby zdarzyło się tak, że do tego czasu zebraliby się w oryginalnym składzie... Po tym koncercie mogłabym umrzeć. Nie chcę niczego więcej od życia, wystarczy mi tylko zobaczyć na żywo GNR w składzie sprzed 20 lat. Och, i być tam z najbliższą mi osobą, dlatego Kocie, jeśli nie pojedziesz, to wiedz, że zostaniesz przeklęta na wieki.
Kończąc tego posta muszę jeszcze powiedzieć, że niesamowicie denerwują mnie ludzie, którzy nie mają za grosz honoru i szacunku do siebie i innych. Dla mnie sprawą oczywistą jest, że obietnice i sekrety obowiązują mnie nawet wtedy, gdy osoba, wobec której jestem zobowiązana już dawno nie jest moim przyjacielem. To chyba logiczne, prawda? Szkoda, że nie wszyscy mają taki tok myślenia...
Cuiusvis hominis est errare, nullius nisi insipientis in errore perseverare.
*Oprócz przyjaźni z Katarzynką!